czwartek, 18 kwietnia 2013

Wracam!!! Jestem szczęśliwym człowiekiem.

Jak napisane jest w tytule wróciłam! :D
Bużka na monitorze się cieszy, choć mi samej teraz nie do śmiechu. Przed chwilą właśnie czytałam listy od dziewczyn z sanatorium i już tęsknie. :(  Jeśli ktoś to przechodził to mnie zrozumie. Aż wzruszenie chwyta gdy czyta się czyjeś pożegnalne słowa w liście. Jeszcze w dodatku poznałam takie zaje***** (za przeroszeniem)  osoby, które napisały mi wspaniałe listy. Nigdy was nie zapomnę!

 Jeszcze wrócę do sanatorium.. na pewno. Zgadam się tylko z dziewczynami by być w tym samym czasie. Prawdopodobnie to wypadnie tak na jesieni, październik...wrzesień... Do tego czasu muszę w domu robić ćwiczenia. Godzina dziennie, wyobrażacie to sobie? Już wiem, że nie dam rady ćwiczyć regularnie... ech, ale przecież chcę być prosta no nie?

Pamiętacie jak pisałam któregoś dnia, że piszę dziennik i prawdopodobnie coś z niego tu wypisze? No więc... Z tego nic nie będzie  Są w nim może zaledwie pięć wpisów, takich z początku pobytu. Jak sami widzicie brakło mi motywacji  Nie znaczy to jednak że w tym czasie nic się nie działo! Nie starczyło by mi miejsca by to wszystko opowiedzieć. Tyle ludzi, tyle wspomnień, smutków i radości... Ech... znów mnie wzruszenie chwyciło. Jednocześnie tak się cieszę powrotem do domu, że wszystkie uczucia mi się mieszają 

Jak przyjechałam to kilka minut napawałam się pogodą przed domem. Musiałam się nacieszyć widokiem okolicy. Jestem naprawdę mocno przywiązana do mojej miejscowości, do mojej doliny, lasów, potoku koło domu... Od razu poleciałam by zanurzyć ręce w zimnej szemrzącej wodzie. Zostawię chyba otwarte okno na noc, by go ciągle słyszeć, Naprawdę brakowało mi tego. Jak teraz patrzę to widzę temat na osobny post, który może kiedyś napisze.

Trwałam i trwam w jakimś takim ogłupieniu. Czuję się jak na wakacjach... Razem z mama szłam kilometr, dwa z ośrodka na przystanek. Skwar niczym w lecie, ciężkie torby, zapach rozgrzanego asfaltu, chłodny wiaterek, czyściutkie niebo... to wszystko (oprócz asfaltu), sprawiło ze aż chce mi się żyć. Mimo zmęczenia zadowolona byłam z tego.Dodało mi to sił, naładowało baterie słoneczne... Gdyż jak się zorientowałam, moim napędem i paliwem, jest słońce, świeże powietrze i natura. To dlatego ta wędrówka (niech już tak to nazwę) dodała mi sił zamiast je odebrać. Cieszyłam się każdą chwilą, nie wiem czy wiecie jakie to uczucie mnie ogarnęło... Czuję ogromne szczęście i wdzięczność. Za to , że Bóg dał mi życie za moją rodzinę  za możliwość pobytu w ośrodku za świat wokół mnie i to ze mogłam się chociaż na chwilę pozbyć wszelkich trosk. Jestem szczęśliwym człowiekiem! Wiem teraz , że nie mam żadnych powodów do narzekania, wyleczyłam się z poprzedniego przygnębienia. Kocham cały ten świat!

Alicja

Ps:Wybaczcie że się tak rozpisałam na może dziwny dla was temat, lecz musiałam wyrazić moja przeogromną radość i smutek jednocześnie! Teraz wiem że żyje, że życie opiera się na kontaktach z innymi  i na naturze, nie na internecie... teraz wiem, że bez niego można żyć.